|
2011-01-25 17:44
Kilka tygodni temu wraz z dziennikarzami portalu dlastudenta.pl realizowaliśmy materiał na wrocławskim Dworcu Nadodrze. Nie przypuszczaliśmy, że przez kolejne kilka godzin będziemy musieli walczyć z nieudolnym systemem pomocy społecznej i agresywnymi Strażnikami Miejskimi. Ale zacznijmy od początku… Jacek fot. Łukasz Bugajski Ł.B: Co się stało, że znalazł się Pan na ulicy ? Jacek: Moja żona i córka wygoniły mnie z domu. Ja chciałem jak najlepiej, pracowałem w elektrociepłowni. Przepracowałem ponad 30-ści lat, pracowałem ile mogłem żeby utrzymać rodzinę. Nagle zaczęło się bardzo źle dziać w moim domu. Okazało się, że żona przyprowadzała sobie jakiegoś faceta. Pewnego razu kiedy wróciłem z pracy zobaczyłem przed drzwiami swoją walizkę, zresztą mam ją do dziś. To jedyne co mam.. Jacek: To było własnościowe, na żonę. Po tym jak mnie wyrzuciła pojechałem do Sobótki do siostrzenicy, jednak i ona po kilku tygodniach wyrzuciła mnie, mieszkanie sprzedała a sama wyjechała do Irlandii czy Anglii. Nie pamiętam. Ł.B: Czy szukał Pan jakiejkolwiek pomocy ? Autor z Jackiem fot. Mirosław Szewczyk Zapytaliśmy Jacka czy chce żebyśmy znaleźli mu miejsce na nocleg. Ze łzami w oczach powiedział, że tak. Niestety jego koledzy nie podzielali tej opinii. Mimo naszych starań woleli pozostać na dworcu. Postanowiliśmy przewieźć Jacka do noclegowni na ul. Małachowskiego innej od tej w, której był wcześniej. Zadzwoniliśmy na pogotowie ratunkowe z pytaniem czy mogą odwieźć go do noclegowni, był chory. Odesłali nas do Straży Miejskiej. Tam również zadzwoniliśmy. Dyspozytor odpowiedział nam, że nie ma zimy to go nie odwiozą bo nie ma podstawy. Musieliśmy załatwić transport na własną rękę. Udało nam się znaleźć taksówkarza, który zgodził się przewieźć nas na ul. Małachowskiego, do noclegowni. Na miejscu był tłum oczekujących na przyjęcie, kiedy przyszła nasza kolej kierownik noclegowni powiedział nam, że niestety nie przyjmie Jacka. Mimo tego, że poprzedniego dnia ostatni raz pił alkohol to badanie alkomatem ciągle wskazuje drobną ilość. A podstawową zasadą noclegowni jest ta, że nie przyjmuje się nietrzeźwych i będących pod wpływem narkotyków. Tym sposobem ponownie znaleźliśmy się na ulicy. Wraz z kierownikiem postanowiliśmy wykorzystać ostatnią możliwość – wezwanie Straży Miejskiej. Musieliśmy wezwać Straż Miejską do Jacka, jako do osoby nietrzeźwej, trafiłby on na izbę wytrzeźwień a rano mógłby wrócić do noclegowni. Po 20 minutach strażnicy byli na miejscu. Zbadali Jacka alkomatem, spisali notatkę i na tym się skończyło. Zapytałem ich, dlaczego nie wezmą go na izbę wytrzeźwień ? Odpowiedzieli, że jeżeli Jacek może iść o własnych siłach to nie mogą go zabrać. Rozumiem, trudno przepisy – pomyślałem. Grzecznie zapytałem co powinniśmy w tej sytuacji zrobić ? Do kogo się zwrócić. Strażnik arogancko odpowiedział: Interweniujący strażnicy fot. Mirosław Szewczyk Fotograf odpowiedział, że ów strażnik jest funkcjonariuszem publicznym, umundurowanym i jest w trakcie wykonywania czynności, dlatego fotograf może robić zdjęcia. Strażnik napięcie się odwrócił i skierował do samochodu po drodze odpychając naszą koleżankę, również fotografa. Poprosiliśmy ich o podanie numerów służbowych, co po krótkiej wymianie zdań uczynili i odjechali. Na tym skończyła się cała „nocna” przygoda. Jacek po wyjściu z izby trafił na noclegownię. Wkrótce rozpocznie odwyk alkoholowy, szuka także pracy. Strażnicy odbyli „poważną rozmowę” ze swoim przełożonym, jak poinformował nas rzecznik Straży Miejskiej po złożeniu przez nas skargi. A my ? My co jakiś czas ruszamy w miasto szukając innych takich jak Jacek… http://lbugajski.wrzuta.pl/audio/1UkkkKnJVfP/ja_nie_chce_ich_spotykac._jacek_o_swojej_rodzinie. http://lbugajski.wrzuta.pl/audio/2UKcc9IGAWl/bezdomni_o_zachowaniu_straznikow_miejskich http://lbugajski.wrzuta.pl/audio/4uQIF36X5TP/bezdomni_o_zachowaniu_straznikow_miejskich_cz.2
kategoria:
Ogólne
Komentarze (0)
|